Mowią mi, że jestem uzależniony. Uzależniony od żelaza, które jeździ wzbudzając zachwyt na ulicach i od tego, które stoi w muzeum i przypomina o wspaniałej, dawnej motoryzacji. Tego, które stoi w gablotce i zbiera kurz, i tego które spogląda czterema okrągłymi reflektorami z kart starych prospektów. I o tym właśnie jest ten blog. O mojej pasji do motoryzacji.

Thursday, 1 August 2013

Dwa słowa o: Dakarowa 266tka



Niedawno trafiłem do Muzeum Przyrody i Techniki w Starachowicach. Nie ukrywam, że prawie wyłacznie ze względu na Stary. W prawdzie nigdy nie byłem fanem ciężarowek, ale wkońcu Star 266 startował w rajdzie Paryż-Dakar, obchodzi w tym roku 40lecie a przez 27 lat był produkowany bez znaczących zmian konstrukcyjnych. Coś w tym musi być, pomyslałem. I jest. Niezaprzeczalnie rajdowy 266 robi wrażenie. Nawet ścisnięty w niewielkim namiocie z kilkoma innymi Starami. Tym większe, że ukończył dakar w 1988 roku, aczkolwiek bez wyniku sportowego. Właściwie to oba rajdowe Stary 266, jako jedne z niewielu załóg dojechały do mety, niestety przekraczając limit spóźnien. Dojechało 30 ze 109 ciężarowek w tym 14 poza limitem czasu. To naprawdę był konkretny wyczyn i świetna rekomendacja dla starachowickiej fabryki. Dakar był w tamtych czasach morderczą dla sprzętu i ludzi imprezą, nieporównywalnie trudniejszą od dzisiejszych dakarów, a polskie Stary były praktycznie seryjne! Dodano jedynie osłony miski olejowej i przekładni głównej, zewnetrzną klatke bezpieczenstwa i dodatkowe halogeny. Pozatym odchudzono je o ok 1,5tony i zmniejszono skrzynię ladunkową. Auto miało fabryczne napędy i silnik, 150cio konny S-359M. Nawet standardowe 266 miały imponujace (i mają do dziś) parametry terenowe, nie do pobicia nawet dla większosci wspołczesnych ciężarowek tej klasy. Pokonowały wzniesienia o pochyle do 76%, przechyle do 45% i przeszkody wodne do 180cm. Powszechnie znany był popisowy numer starachowickich kierowców z wjazdem do stawu, aż woda sięgnie brody kierowcy, po czym gaszono motor. Gość wysiadał, opływał ciężarowkę w koło, wsiadał, zapalał i wyjeżdzał jak gdyby nigdy nic. Robiło wrażenie wtedy, robi i dziś.
Jeden z dakarowych Starów stoi w muzeum, jest na chodzie i bywa "przewietrzany" od czasu do czasu. Co sie stało z drugim? Przewodniczka nie wiedziała, choć nie jest tajemnicą, że zaraz po rajdzie został rozsprzedany na części.
Na koniec parę słów o samym muzeum. Nie bardzo mają gdzie trzymać auta, więc stoją w prowizorycznym namiocie, a prototypowe silniki, makiety i przekroje w budynku z maszyną parową, wogóle nie opisane. Jedyne co usłyszalem to "to są właśnie silniki ze Starów". Szkoda trochę, zwłaszcza, że na zwiedzaniu innych ekspozycji spędza sie większość czasu i dostaje dość duża dawkę szczegółowych informacji. Podobno z czasem ma się to zmienić na korzyść ekspozycji starachowickiej fabryki. Poczekamy, zobaczymy.
 

No comments:

Post a Comment